antibloog

dni Linuxa

018|| Dzień #1 Zaczynamy!

mandriva.png

Witajcie!

Dziś chciałem rozpocząć 30 dni z:

dream.png

Konkretnie z Dreamlinux "piątką". Zainstalowałem ten dziwny system i okazało się, że jednak nie jest jak z marzeń.

Okazał się on tak dziwny, tak prymitywny i tak stary, że postanowiłem przerwać projekt.

Troszkę zmieszany udałem się na wieczorny spacerek. Jak to powiedział kiedyś mój kumpel: "Wieczorny spacer jest jak siedzenie na klopie: ma się wtedy najwięcej głupich pomysłów". Tak faktycznie jest. Obiecałem, że zrobię Linuxa to będziecie mieli Linuxa! Tylko nie Dreamlinux bo zamiast "dream" powinno być "nightmare".

Zrobię projekt z:

mandriva.png

Mandrivę już mam zainstalowaną. Nie chcę mi się wrzucać screenów z instalacji. Nic ciekawego. Pytał mnie o takie podstawy jak język, kraj, nazwę i hasło użytkownika i roota, nazwę komputera, strefę czasową itd.

Na dzień dobry stwierdziłem, że nędznego Painta zastąpił zaczepisty Gimp. Kolejną rzeczą którą stwierdziłem to fakt, że PrintScreen nie działa! Na szczęście twórcy Mandrivy przygotowali się i stworzyli program do tworzenia screenów.

Kolejną rzeczą którą zrobiłem było oczywiście skonfigurowanie neta. Chyba skonfigurowałem go źle, bo pokazuje mi siłę sygnału bardzo niską, a net śmiga jak opętany czymś tam.

Tak czy siak. Domyślną przeglądarką był Firefox, którego osobiście w miarę lubię (chociaż wolę comodo dragon). Niestety na Linuksie "fajerfox" okazał się być "f(r)ajerfoxem". Ściągnąłem sobie SeaMonkey, która chociaż działa na silniku Mozilli, działa zdecydowanie szybciej niż Firefox.
Instalacja była... dziwna. Myślałem, że ściągnąłem jakiś instalator, jakiś odpowiednik Windowsowego pliku *.exe

NIE!!!

No bo po co? Przecież nie trzeba ułatwiać ludziom życia. Niech sami rozkminią jak zainstalować program. Okazało się, że ściągnąłem archiwum z bardzo dziwnym rozszerzeniem. Miałem go otworzyć programem "Ark" czyli takim Linuxowym odpowiednikiem Winrara. Rozpakowałem to coś i zacząłem szukać instalki. Nie znalazłem. Dlaczego? Po to archiwum zawierało gotowca. Nie musiałem instalować SeaMonkey, bo był już zainstalowany w archiwum. Taka wersja przenośna.

 

 

Opowiedziałem wam już troszkę. Jak na początek system mi się podoba. Muszę już kończyć bo jest godzina 22.30, a jutro trzeba wcześnie wstać. Jutro kontynuujemy przygodę z Mandrivą. Mam nadzieję, że w następnym wpisie zamieszczę kilka zrzutów ekranu. Na dziś to tyle.
Do zobaczenia jutro!